W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 8 |
264
Stasia ubawił tak ten przykład dany przez bóstwo; że pokładał się
ze śmiechu. reklama sms Jednakże w nocy oddał rzeczywistą i trwałą przysługę pobożnema królowi i jego poddanym, albowiem gdy słonie napadły na pola bananowe, pojechał ku nim na Kingu i puścił między stado kilka rac. Popłoch, jaki wznieciły „węże ogniste”, przeszedł nawet jego oczekiwania. Olbrzymie zwierzęta ogarnięte szałem trwogi napełniły całą dżunglę rykiem i tętentem, a uciekając na oślep, przewracały się i tratowały wzajem. Potężny King ścigał uciekających towarzyszów z nadzwyczajną ochotą, nie szczędząc im uderzeń trąbą i kłami. Po takiej nocy można było być pewnym, że przez długi czas żaden słoń nie pojawi się w plantacjach bananów i palm dum, należących do wsi starego M’Ruy. We wsi panowała też radość wielka i Murzyni spędzili całą noc na tańcach, na popijaniu piwa z prosa i palmowego wina. Kali dowiedział się jednak od nich wielu ważnych rzeczy, pokazało się bowiem, że niektórzy słyszeli o jakiejś wielkiej wodzie leżącej na wschód i otoczonej górami. Dla Stasia był to dowód, że owo jezioro,We wsi panowała też radość wielka i o którym nie uczył się w geografii, istnieje rzeczywiście, a po wtóre, że idąc w kierunku, jaki obrali, trafią wreszcie na naród Wa-himów. Wnosząc z tego, że mowa Mei i Kalego prawie nie różniła się od mowy M’Ruy, doszedł do przekonania, że nazwa „Wa-hima” jest prawdopodobnie jakimś mianem miejscowym i że ludy mieszkające nad brzegami Bassa-Narok należą do wielkiego szczepu Szylluków, który poczyna się nad Nilem, a rozciąga się nie wiadomo jak daleko na wschód.37. |
| 2008-10-24 10:21:56 |