W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 5

258
– O, yancig! yancig! yancig!
Wszelako Staś, który zwracał na wszystko jak najbaczniejszą
uwagę, spostrzegł, że jeden Murzyn, przybrany w spiczastą czapkę ze
skóry szczurów, wysunął się zaraz po ostatnich słowach Kalego z
szeregu i pełznąc jak wąż w trawie, skierował się ku osobnej chacie
stojącej na uboczu poza ogrodzeniem, ale otoczonej także wysokim
częstokołem powiązanym pnączami. Tymczasem dobre Mzimu, lubo wielce zakłopotane rolą bóstwa, wyciągnęło z polecenia Stasia swą małą rączkę i poczęło witać Murzynów. Czarni wojownicy śledzili z radością oczyma każdy ruch tej małej ręki wierząc głęboko, że są w tym potężne „czary”, które uchronią ich i zabezpieczą od mnóstwa klęsk. Niektórzy uderzając się
w piersi i biodra mówili też: „O matko! teraz dopiero będziemy się
mieli dobrze – my i krowy nasze!” M’Rua, ośmielony już zupełnie,
zbliżył się do słonia, uderzył raz jeszcze czołem dobremu Mzimu, a
potem skłoniwszy się Stasiowi odezwał się w następujący sposób:
– Czy wielki pan, który prowadzi na słoniu białe bóstwo, zechce
zjeść kawałek M’Ruy i czy zgodzi się na to, aby zjadł kawałek jego i
aby się stali braćmi, między którymi nie masz kłamstwa i zdrady?
Kali przetłumaczył natychmiast te słowa, lecz widząc z twarzy
Stasia, że nie ma najmniejszej ochoty na „kawałek” M’Ruy, zwrócił
się do starego Murzyna i rzekł:
– O, M’Ruo! czy myślisz naprawdę, że biały pan, tak potężny,
którego boi się słoń, który ma w ręku piorun, który zabija lwy,
któremu kiwa ogonem wobo, który wypuszcza węże ogniste i łamie
skały, może zawierać braterstwo krwi z byle królem? Pomyśl, o
M’Ruo, zali Wielki Duch nie ukarałby cię za zuchwalstwo i zali nie
dosyć będzie dla ciebie chwały, jeśli zjesz kawałek Kalego, syna
Fumby, władcy Wa-himów, i jeśli Kali, syn Fumby zje kawałek
ciebie?
– Nie jestżeś niewolnikiem? – zapytał
reklama sms M’Rua. – Pan wielki nie porwał Kalego ani go kupił, tylko ocalił mu życie, przeto Kali prowadzi dobre Mzimu i pana do krainy Wa- himów, aby Wa-himowie i Fumba oddali im cześć i złożyli dary wielkie. – Niech więc będzie, jak mówisz, i niech M’Rua zje kawałek Kalego, a Kali kawałek M’Ruy. – Niech tak będzie! – powtórzyli wojownicy.
– Gdzie jest czarownik? – zapytał król. – Gdzie czarownik? gdzie czarownik? gdzie Kamba?– poczęły wołać liczne głosy. A wtem zaszło coś takiego, co mogło zmienić całkowicie położenie rzeczy, zamącić przyjazne stosunki i uczynić Murzynów wrogami świeżo przybyłych gości. Oto w stojącej na uboczu i otoczonej osobnym częstokołem chacie rozległ się nagle piekielny hałas. Był to jakby ryk lwa, jakby grzmot, jakby huk bębna, jakby śmiech hieny, wycie wilka i jakby skrzypienie przeraźliwe zardzewiałych żelaznych zawias. King posłyszawszy te okropne głosy począł ryczeć, Saba szczekać, osioł, na którym siedział Nasibu, rżeć. Wojownicy skoczyli jak oparzeni i powyrywali dzidy z ziemi. Uczyniło się zamieszanie. O uszy Stasia odbiły się niespokojne okrzyki: „Nasze Mzimu! Nasze Mzimu!” Cześć i życzliwość, z jaką spoglądano na przybyszów, znikły w jednej chwili. Oczy dzikich poczęły rzucać podejrzliwe i nieprzyjazne spojrzenia. Groźne szmery jęły podnosić się wśród tłumu, a straszliwy hałas w samotnej chacie wzmagał się coraz bardziej. Kali przeraził się i przysunąwszy się szybko do Stasia począł mówić przerywanym ze wzruszenia głosem: – Panie, to czarownik zbudził złe Mzimu, które boi się, że je ominą ofiary, i ryczy ze złości. Uspokój, panie, czarownika i złe Mzimu wielkimi darami, albowiem inaczej ci ludzie zwrócą się przeciw nam.
W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 5 fragment 20

2008-10-24 10:21:13