Krasicki, Pochwała wieku

Więc sędzie dobrani,
Każdy, co jest, wychwala, a co było, gani,
Przewraca dawnych mozół działania na nice,
A rozpostarłszy bystre pojęcia granice,
W taki się lot zapuszcza, iż można by myślić,
Jak co lepiej wynaleźć alboli określić. Ten jest odgłos zbyt częsty, ale czyli bacznych, Czy prawdy głosicielów, czy błędów dziwacznych, Niech ci sądzą, co myślą, a myślą, jak trzeba. Pamięć, bystrość, pojęcie są to dary nieba. Ale ten skarb dzierżących nie zawżdy bogaci, Użycie go powiększa, użycie go traci. Czytał Szymon, wie, co, jak i kiedy się działo. Lecz na tym zasadzony zbyt dumnie, zbyt śmiało, Czyli się w piśmie uda do prozy, czy wierszy, Za siebie tylko
tłumaczenia warszawa patrzy i mniema, że pierwszy. Stąd wyroki i w stylu, i w zdaniach opacznych, Stąd nowe wynalazki systemów dziwacznych, Stąd starymi pogardza, innych mało ceni — Nie tak czynili, czynią prawdziwie uczeni. Wiek mało dla nauki, pomału przychodzi, Długo trzeba pracować, nim prace nadgrodzi, Ale też, choć niespieszna, obfita nadgroda. Co powie prawy mędrzec, wiek wiekowi poda. A te nasze światełka, co błyszczą dość jasno, Jak się w punkcie rozświecą, tak w punkcie i zgasną. Tłum mędrców; przedtem ledwo znaleźć było w tłumie.
Czyż się nowe przymioty odkryły w rozumie?
Czyli wspacznym obrotem wrócił się wiek złoty?
Czy świat dzielniejszą zyskał istność i obroty?
Też same, co i pierwej, jest tak, jak i było,
Lecz co się wszerz zyskało, wzgłąbsz się utraciło. Poszła w handel nauka, kramnicą drukarnie, Głód kładzie pióro w rękę, zysk do pisma garnie.
Mają dowcip na zbyciu w ten jarmark otwarty,
Jak kramarze na łokcie, autory na karty,
A że w handlu rzemiosło wkrada się łotrostwo,
Stąd owe, co nas gnębi, ksiąg rozlicznych mnóstwo,
W których rozum, naukę, dowcip, wynalazki
Zastępuje druk, papier, pozłota, obrazki.
Stąd, niby gazą kryte, wyrazy wszeteczne,
Stąd fałsze modnym tonem, stąd bluźnierstwa grzeczne,
Stąd owe nudne Muzy, a niezmiernie płodne,
Stąd zbiory anekdotów czytania niegodne,
Stąd — pod nazwiskiem żartów dowcipnych — potwarze,
Bajki w rząd abecadła, stąd dykcyjonarze,
Zgoła pisma niewarte nawet ksiąg nazwiska.
O Fauście! z twojej łaski druk głupstwa wyciska,
Dałeś łatwość naukom, dowcipowi cechę,
Ma świat, prawda, z przemysłu twojego pociechę,
Lecz z tych skarbnic mądrości nieprzerachowanych
Za jedno dobre pismo — sto głupstw drukowanych. Bajkami się lud bawi, drukarnia bogaci. Nim diabła Bohomolec dał w swojej postaci, Wieleż książek, powieści o strasznych poczwarach, O wróżkach, zabobonach, upierach i czarach Trwożyły nasze ojce. Ująwszy gromnice Palił ławnik z burmistrzem w rynku czarownice, Chcąc jednak pierwej dociec zupełnej pewności, Pławił ją na powrozie w stawie podstarości.
Krasicki, Pochwała wieku tłumaczenia warszawa fragment 40

2008-11-26 09:58:33